Wednesday, July 3, 2013

Waga wzrasta, a ja nie mogę - i nie chcę - nic z tym zrobić...

... bo odchudzanie się w ciąży to byłaby już prawdziwa patologia... Kulam się więc po świecie, biernie odnotowując wzrost wagi. Na razie przybieram prawie w takim samym tempie, jak w pierwszej ciąży, no może jestem tak o 1,5 kg dalej niż w porównywalnym okresie ciąży nr 1. Ale zachowuję stoicki spokój, bo wiem, że - zgodnie z ostatnim podpunktem mojego poprzedniego wpisu - najlepszym sposobem na stracenie nadliczbowych kilogramów jest karmienie piersią. Co zamierzam czynić do oporu (opór = 1 rok do 1,5 roku w moim przypadku).
Na czas poporodowy mam już plan - mam zamiar zaprzyjaźnić się z modnymi dziś ćwiczeniami pani o nazwisku Chodakowska (imienia nie pamiętam), bo muszę przyznać, że zrobiły na mnie wrażenia fotki porównawcze kobitek przed i po metamorfozie osiągniętej przy pomocy proponowanych przez nią ćwiczeń. Ha! Będę miała figurę jak bogini, a co!
A na razie skwapliwie dopisuję do mojej wagi kolejne kilogramy, a na dzień dzisiejszy jest już ich chyba z 73 (26 tydzień ciąży)...

Thursday, February 14, 2013

Poświąteczny wieloryb, noworoczne postanowienia i moc grejpfruta

Oj pofolgowałam sobie w Święta... I to świadomie. Pomyślałam: "Aaa co tam... Przecież co roku jem słodkie w Święta. Fakt, że potem mam dwa kilo na plusie, ale potem "w praniu" te kilogramy ze mnie schodzą. Na pewno tak będzie i tym razem..."

Niestety myliłam się. O ile zachowywałam względny umiar podczas Wigilii w moim rodzinnym domu, to moje obżarstwo rozhulało się w najlepsze, jak pojechaliśmy na drugą część Świąt do teściów. Byliśmy tam aż do 2 stycznia. No i wcinałam... ciasta, ciasteczka, cukierki, cukiereczki, torty, torciki... Po powrocie do domu zważyłam się. Waga wskazała 66.5 kg. Przeraziłam się z lekka, bo w życiu tyle jeszcze nie ważyłam (no poza początkiem ciąży). Ale potem przypomniałam sobie, że przecież zrzucę ten świąteczny balast w mig, jeśli tylko ograniczę słodkie. Waga nie spadała, trwała uparcie w okolicach 66 kg...

Postanowiłam zaostrzyć wymagania w stosunku do siebie samej. Klamka zapadła. ZERO słodkiego! I wiecie co..? Udaje mi się! Odmawiam wszelkich słodkich poczęstunków, nawet jeśli są to torciki z okazji czyichś imienin... No raz przez te niecałe dwa miesiące skusiłam się na dosłownie plasterek nowego tortu mojej mamy. A poza tym NULL! Jestem z siebie dumna.

Dowiedziałam się też, że grejpfrut pomaga w odchudzaniu i poprawia metabolizm. I tak już od ponad miesiąca jem 1 grejpfruta dziennie. Skutek? Waga wskazuje 64,2 kg!

Czyli tak:
1) Słodkie wyeliminowane
2) Grejpfrut wcinany
3) Do wdrożenia pozostaje jeszcze jeden niezawodny sposób... Karmienie piersią... To da się zrobić! Pstryk :)