Friday, May 1, 2015

Przygody śmierdzącego lenia

Ja, czołowy śmierdzący leń III RP, przyznaję, że jakiś czas temu zarzuciłam wszelką aktywność fizyczną, w tym również wspomniany niedawno aerobik. Zapuściłam się (dzieci! praca! chęć odsapnięcia od dzieci i pracy!) i ważę teraz coś koło 67 kg... Trąca masakrą. Postanowiłam coś konkretnego w końcu z tym zrobić, ale że znam się i wiem, że wolę mam bardzo słabą, a motywację prawie zerową.
No ale nie wybiegajmy za daleko w przyszłość... Na dzień dzisiejszy staram się nie jeść słodkiego, nie podżerać po 20:00 i ćwiczyć od czasu do czasu. Na razie efekty marne, ale to dopiero początek. Zdam raport za czas jakiś. Uprasza się o trzymanie kciuków, bo wakacje nad morzem zbliżają się nieuchronnie...

Tuesday, October 21, 2014

Półtora roku później...

Synek nr 2 ma już rok. Ja nadal karmię piersią, ale spektakularne efekty karmienia skończyły się może po pół roku. Spadłam wtedy troszkę poniżej wagi sprzed ciąży (61/62 kg). Potem waga znów zaczęła nieznacznie rosnąć, aż osiągnęła pułap ok. 65 kg. Wtedy to postanowiłam zerwać ze słodkim - to był pierwszy krok. I tak na dobrą sprawę na razie prawie jedyny... Wyłazi po prostu ze mnie leń śmierdzący, czyt. nie chce mi się samodzielnie ćwiczyć w domu.
Zapisałam się więc na aerobik. Zajęcia są w pobliskiej szkole, więc lokalizacja bardzo dogodna. Chodzę raz w tygodniu, ze świadomością, że tak rzadkie ćwiczenie nie zda się na zbyt wiele. Ale to zawsze coś! Powoli dojrzewam do decyzji, żeby poza poniedziałkowym aerobikiem mobilizować się do choćby 30 minut ćwiczeń w domu. A kiedy decyzja dojrzeje, tego nie wiadomo...

Wednesday, July 3, 2013

Waga wzrasta, a ja nie mogę - i nie chcę - nic z tym zrobić...

... bo odchudzanie się w ciąży to byłaby już prawdziwa patologia... Kulam się więc po świecie, biernie odnotowując wzrost wagi. Na razie przybieram prawie w takim samym tempie, jak w pierwszej ciąży, no może jestem tak o 1,5 kg dalej niż w porównywalnym okresie ciąży nr 1. Ale zachowuję stoicki spokój, bo wiem, że - zgodnie z ostatnim podpunktem mojego poprzedniego wpisu - najlepszym sposobem na stracenie nadliczbowych kilogramów jest karmienie piersią. Co zamierzam czynić do oporu (opór = 1 rok do 1,5 roku w moim przypadku).
Na czas poporodowy mam już plan - mam zamiar zaprzyjaźnić się z modnymi dziś ćwiczeniami pani o nazwisku Chodakowska (imienia nie pamiętam), bo muszę przyznać, że zrobiły na mnie wrażenia fotki porównawcze kobitek przed i po metamorfozie osiągniętej przy pomocy proponowanych przez nią ćwiczeń. Ha! Będę miała figurę jak bogini, a co!
A na razie skwapliwie dopisuję do mojej wagi kolejne kilogramy, a na dzień dzisiejszy jest już ich chyba z 73 (26 tydzień ciąży)...

Thursday, February 14, 2013

Poświąteczny wieloryb, noworoczne postanowienia i moc grejpfruta

Oj pofolgowałam sobie w Święta... I to świadomie. Pomyślałam: "Aaa co tam... Przecież co roku jem słodkie w Święta. Fakt, że potem mam dwa kilo na plusie, ale potem "w praniu" te kilogramy ze mnie schodzą. Na pewno tak będzie i tym razem..."

Niestety myliłam się. O ile zachowywałam względny umiar podczas Wigilii w moim rodzinnym domu, to moje obżarstwo rozhulało się w najlepsze, jak pojechaliśmy na drugą część Świąt do teściów. Byliśmy tam aż do 2 stycznia. No i wcinałam... ciasta, ciasteczka, cukierki, cukiereczki, torty, torciki... Po powrocie do domu zważyłam się. Waga wskazała 66.5 kg. Przeraziłam się z lekka, bo w życiu tyle jeszcze nie ważyłam (no poza początkiem ciąży). Ale potem przypomniałam sobie, że przecież zrzucę ten świąteczny balast w mig, jeśli tylko ograniczę słodkie. Waga nie spadała, trwała uparcie w okolicach 66 kg...

Postanowiłam zaostrzyć wymagania w stosunku do siebie samej. Klamka zapadła. ZERO słodkiego! I wiecie co..? Udaje mi się! Odmawiam wszelkich słodkich poczęstunków, nawet jeśli są to torciki z okazji czyichś imienin... No raz przez te niecałe dwa miesiące skusiłam się na dosłownie plasterek nowego tortu mojej mamy. A poza tym NULL! Jestem z siebie dumna.

Dowiedziałam się też, że grejpfrut pomaga w odchudzaniu i poprawia metabolizm. I tak już od ponad miesiąca jem 1 grejpfruta dziennie. Skutek? Waga wskazuje 64,2 kg!

Czyli tak:
1) Słodkie wyeliminowane
2) Grejpfrut wcinany
3) Do wdrożenia pozostaje jeszcze jeden niezawodny sposób... Karmienie piersią... To da się zrobić! Pstryk :)

Monday, September 17, 2012

WySPAłam się!

Nie ma to może zbyt wiele wspólnego ze zrzucaniem wagi (do którego i tak nie jestem jakoś szczególnie zmotywowana), ale wiąże się z ogólnym dbaniem o swoje ciało i samopoczucie. Mianowicie w weekend po raz pierwszy odwiedziłam SPA. Zawitałam tam z trzema koleżankami ze studiów. Wykupiłyśmy pakiet z soboty na niedzielę i mogłyśmy do woli korzystać z basenu (mały...), sauny mokrej, suchej, jacuzzi i aromaterapii. Pakiet obejmował też podstawy jogi (w sobotę o 22:00 - niezła pora!) no i - gwóźdź programu - masaż całego ciała specjalistycznymi indyjskimi olejkami (niedziela 13:00). Oczywiście miałyśmy też zapewniony nocleg i wyżywienie w hotelowej restauracji.
Celem wypadu miało być oderwanie się od prozaicznego życia i obowiązków związanych z opieką nad dziećmi (trzy z nas są mamami, czwarta koleżanka będzie mamą za półtora miesiąca) i nawet to, że hotel&spa położone były pod Poznaniem, czyli "rzut beretem" od naszych domów, nie przeszkodziło nam w relaksie...
Ech, czasem człowiek musi się polenić. Byłyśmy tylko my, spa, herbatki, szlafroczki... Co skutecznie zresetowało mi mózg i pozwoliło z większą gotowością wkroczyć w kolejny tydzień pracy.


Jedno jest pewne: raz na ruski rok będę się tam zgłaszać!

Thursday, September 13, 2012

Niedowodzie

Niedowodzie - oto moja własna diagnoza tego, co mi dolega (nazwa oczywiście mojego autorstwa).
Wczoraj doszłam do szokującej konkluzji, że prawie nic nie piję! Rano po wstaniu spieszę się do wyjścia, w pracy dopiero ok. 10:00 kawa z mlekiem, wieczorem w domu może jakaś szklanka soku... A poza tym nic! Nie wiem, jak udawało mi się funkcjonować z takim niedoborem wody...
Poczytałam sobie tu i ówdzie o skutkach picia zbyt małej ilości płynów. Są wśród nich zmęczenie, rozdrażnienie... Wypisz, wymaluj ja! Podejrzewam, że na moją skłonność do niechudnięcia również wpłynęło to, że żyję w suszy. Przecież w każdej diecie powtarzają, żeby pić hektolitry wody. Nie wiem dokładnie, jak picie sporej ilości płynów przekłada się na jakość przemiany materii, ale podejrzewam, że jakiś związek istnieje. Nawodniony organizm chyba lepiej trawi.
Tak czy inaczej od dzisiaj pilnuję się, żeby pić więcej. Za tydzień o tej porze będę rześka, milutka i leciutka jak piórko!

Monday, September 10, 2012

Tenis w porcie

Dwa posty temu wspominałam o kuponie zniżkowym na grę w tenisa. Na razie z czterech godzin wykorzystaliśmy dwie i... muszę powiedzieć, że nawet mi się podoba! Zdecydowaliśmy się na zajęcia z instruktorem, co było bardzo dobrym posunięciem, bo widzę, że znajomość techniki jest naprawdę użyteczna. Po pierwsze można mieć poczucie, że naprawdę gra się w tenisa, a nie tylko odbija piłeczkę na drugą stronę siatki, a po drugie (w sumie ważniejsze) gdy zna się technikę chwytu, wykonywania uderzeń itp., to nie nadwerężają się nadgarstki, kolana czy tam inne dziwactwa, które człek angażuje podczas gry.
Na razie mieliśmy zajęcia z forehandu i backhandu. Następne podejście w środę. Podrzucimy małego rodzicom i... hulaj dusza na korcie!