... bo odchudzanie się w ciąży to byłaby już prawdziwa patologia... Kulam się więc po świecie, biernie odnotowując wzrost wagi. Na razie przybieram prawie w takim samym tempie, jak w pierwszej ciąży, no może jestem tak o 1,5 kg dalej niż w porównywalnym okresie ciąży nr 1. Ale zachowuję stoicki spokój, bo wiem, że - zgodnie z ostatnim podpunktem mojego poprzedniego wpisu - najlepszym sposobem na stracenie nadliczbowych kilogramów jest karmienie piersią. Co zamierzam czynić do oporu (opór = 1 rok do 1,5 roku w moim przypadku).
Na czas poporodowy mam już plan - mam zamiar zaprzyjaźnić się z modnymi dziś ćwiczeniami pani o nazwisku Chodakowska (imienia nie pamiętam), bo muszę przyznać, że zrobiły na mnie wrażenia fotki porównawcze kobitek przed i po metamorfozie osiągniętej przy pomocy proponowanych przez nią ćwiczeń. Ha! Będę miała figurę jak bogini, a co!
A na razie skwapliwie dopisuję do mojej wagi kolejne kilogramy, a na dzień dzisiejszy jest już ich chyba z 73 (26 tydzień ciąży)...