Friday, June 22, 2012

Historia mojego słodyczoholizmu

Oj, sięga ona pradawnych czasów mojej młodości... Zresztą zamiłowanie małych dzieci do słodyczy jest stwierdzoną przed wiekami oczywistością. Niektórzy z tego wyrastają, niektórzy nie. Ja należę do tych drugich. Nie potrafię odmówić sobie słodkiego. Owszem, były epizody, kiedy mi się to udawało, ale odeszły one w siną dal... Próbowałam wielu strategii. Obecnie wdrażam taką, której głównym założeniem jest, aby NIE KUPOWAĆ słodyczy. Jeśli ktoś mi takowe podaruje, albo nimi poczęstuje - czemu nie. Drugie założenie - NIE PIEC ciast. Mąż nie przepada, dwuletni syn raczej nie dałby rady obalić znacznej ilości (może i by dał, ale ja bym na to nie pozwoliła...), kto więc miałby zjeść całą blachę??
Niestety strategia coraz bardziej traci na swej skuteczności... W pracy zaskakująco często ktoś przynosi łakocie, a w domu zalegają czekolady podarowane mojemu synkowi przez krewnych/przyjaciół. Trzeba to raz na zawsze ukrócić! (Piszę to przegryzając czekoladą, którą dostałam od koleżanki z pracy za wyświadczoną przysługę)
Nawet jeśli udałoby mi się powstrzymywać od konsumpcji słodkiego w rodzinnym mieście, prawdziwe pokusy czyhają w oddalonym o ponad 300 km domu rodzinnym męża... Moja teściowa jest mistrzem kulinarnym! Sama za słodkimi i tłustymi potrawami nie przepada (ubóstwia warzywka), ale rękę do pieczenia słodkości i przyrządzania innych niesłodkich, ale tuczących (i pysznych!) potraw to ona ma! I mam niby odmówić biednej teściowej?
Nie ujmuję tutaj oczywiście talentom kulinarnym mojej własnej mamy. U niej jednak produkcja słodkości odbywa się na znacznie mniejszą skalę. Co nie oznacza oczywiście, że nie stanowi ona dla mnie żadnego zagrożenia.

Grunt, zatem, to asertywność! Będę musiała uzbroić się w stanowczość, a uwagi w stylu "Co, ze mną nie zjesz?" albo "Ale ty przecież chudzina jesteś!" (by moja mama) będą musiały spływać po mnie jak po kaczce...

W nadchodzący weekend czeka mnie chrzest bojowy... Jedziemy do teściów. Wśród atrakcji - imprezka z okazji 5 urodzin naszej chrześnicy. Chyba ze względu na to, że to dopiero począteczek mojej akcji, udzielę sobie pewnej dyspensy. Na samej imprezce uszczknę torciku, ale poza tym post! Wszak tak nagłe odrzucenie wszelkich słodkości może skutkować jakimś szokiem!

No comments:

Post a Comment