Niedowodzie - oto moja własna diagnoza tego, co mi dolega (nazwa oczywiście mojego autorstwa).
Wczoraj doszłam do szokującej konkluzji, że prawie nic nie piję! Rano po wstaniu spieszę się do wyjścia, w pracy dopiero ok. 10:00 kawa z mlekiem, wieczorem w domu może jakaś szklanka soku... A poza tym nic! Nie wiem, jak udawało mi się funkcjonować z takim niedoborem wody...
Poczytałam sobie tu i ówdzie o skutkach picia zbyt małej ilości płynów. Są wśród nich zmęczenie, rozdrażnienie... Wypisz, wymaluj ja! Podejrzewam, że na moją skłonność do niechudnięcia również wpłynęło to, że żyję w suszy. Przecież w każdej diecie powtarzają, żeby pić hektolitry wody. Nie wiem dokładnie, jak picie sporej ilości płynów przekłada się na jakość przemiany materii, ale podejrzewam, że jakiś związek istnieje. Nawodniony organizm chyba lepiej trawi.
Tak czy inaczej od dzisiaj pilnuję się, żeby pić więcej. Za tydzień o tej porze będę rześka, milutka i leciutka jak piórko!
No comments:
Post a Comment